niedziela, 19 marca 2017

Rozdział 9: Ostrzeżenie

Szybciej, szybciej, szybciej…
Olivia próbowała pospieszyć autobus, który jak na złość nadal stał w korku i nie zanosiło się na to, że szybko nie ruszy z miejsca.
Zerknęła na zegarek. Wiedziała, że się spóźni. Za dwadzieścia minut powinna być w Ministerstwie Magii i tylko cud mógłby sprawić, że zdąży. Oczywiście mogła jechać wcześniej, ale jakaś wewnętrzna siła skierowała ją do sklepu odzieżowego, w którym spędziła zbyt dużo czasu. Ta bluzka była taka ładna. Może spodobałaby się Harry’emu?
Poczuła, że autobus rusza i chociaż na chwilę odzyskała nadzieję. Jednak od razu ją straciła, ponieważ przesunął się tylko o kilka cali, a na dodatek światło na sygnalizacji znowu rozbłysło na czerwono.  
Oparła się o siedzenie i jęknęła przeciągle. Najchętniej wyszłaby po prostu na zewnątrz, ale kierowca na to nie pozwoli. Teoretycznie mogłaby użyć czarów i wysadzić wszystko jednym zaklęciem, ale… nie mogła tego zrobić. Wuj kategorycznie tego zabronił i zagroził, że jeśli nie będzie go słuchała, skontaktuje się z jej rodzicami, a oni się z nią policzą. W sumie nie bała się ich, ale nie chciała wracać do Francji. Przyjechała tu studiować pianistykę, a przy okazji stała się łatwym kąskiem dla Śmierciożerców, którzy uparli się, żeby ją prześladować. Tak przynajmniej uważał wuj. Na razie nic tego nie zwiastowało, ale to pewnie dzięki pomocy Harry’ego i Hermiony.
No i Draco.
Ten ostatni był wielką zagadką. Udawał niedostępnego, ale w obecności Hermiony zmieniał się nie do poznania. Widziała te tajemnicze spojrzenia i lekkie uśmiechy, które od czasu do czasu zdobiły jego jasną twarz. Ciekawiło ją, co jest między tą dwójką, bo ewidentnie coś było na rzeczy. Ostatnio coraz częściej przyłapywała Hermionę na tym, że mówi do blondyna po imieniu. Naturalnie, za każdym razem się poprawiała, ale Olivia wiedziała, że to nie przypadek. Tak po prostu miało być. Kiedy wraz z Harrym obserwowali ich w pizzerii, nie wyglądali na wrogów, tylko na znajomych. Bardzo dobrych znajomych, którzy ze sobą rozmawiają, śmieją się, przekomarzają i wspominają dawne czasy. Uważała, że powinni spędzać razem więcej czasu. Utwierdziła się w tym przekonaniu dwa dni temu, kiedy to Hermiona oznajmiła, że zna profesora Monka i była z NIM na kolacji. To było dziwne. Nawet bardzo dziwne. Wiele dziewczyn na uczelni robiło do niego maślane oczy, a on wybrał Hermionę. Oczywiście, była bardzo inteligentną osobą, ale jej wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Nie potrafiła podkreślać swoich atutów i czasem zachowywała się jak zakonnica. Nie chciała wychodzić do miasta i poznawać nowych osób, a o wspólnych zakupach nawet nie chciała myśleć i wielokrotnie odmawiała, tłumacząc się nawałem pracy.
Czyżby profesor wolał inteligencję?, zastanawiała się dziewczyna, nadal podróżując autobusem, który przejechał główną ulicę i skręcił w lewo. Niedługo na horyzoncie pojawi się jej przystanek i wreszcie będzie mogła odetchnąć świeżym powietrzem.
Wyjrzała przez okno i westchnęła przeciągle, powracając do swoich rozmyślań. Uważała, że znajomość Hermiony i profesora nie wróży niczego dobrego, dlatego postawiła sobie za cel, uniemożliwienie im wszelkich bliższych kontaktów. Domyślała się, że tamtego dnia aurorka ucięła sobie pogawędkę z mężczyzną i być może umówili się na obiad, ale podświadomość mówiła jej, że oni po prostu do siebie nie pasują. Dlatego chciała skontaktować się z Draco, który mógłby odciągnąć Hermionę od tego faceta. O dziwo, nie musiała daleko szukać, bo kiedy wyszła z akademii, zauważyła go przy głównej bramie. Wyglądał tak, jakby na kogoś czekał. Wykorzystała moment i podeszła do niego. Ta rozmowa była bardzo… interesująca.

— Draco? Co ty tu robisz? — zapytała, udając zaskoczenie.
Wzdrygnął się, słysząc jej słowa i przez chwilę na nią patrzył, jakby chciał utwierdzić się w przekonaniu, że to ona. Potem wyprostował się i chrząknął.
— Ach, to ty.
Uśmiechnęła się, zakładając ręce pod boki.
— Spodziewałeś się kogoś innego?
Prychnął.
— Oczywiście, że nie. — Rozejrzał się dookoła, a potem utkwił w niej swój wzrok. — Ja już pójdę, cześć.
Obrócił się w lewo i zrobił krok w przód, ale wtedy Olivia powiedziała:
— Jest w środku i rozmawia z naszym profesorem.
Zatrzymał się.
— Profesorem? — powtórzył.
— Taa, mówiłam wam o nim ostatnio. Wiesz, ten przystojniak uczący gry na pianinie. Co ciekawe, okazuje się, że oni się znają. Dasz wiarę? To dość zaskakujące, bo Hermiona, którą znam i oczywiście całym sercem podziwiam, zna Davida Monka i uwaga… jakiś czas temu była z nim na kolacji. Kto by pomyślał, że go poderwała. Albo on ją. Już sama się w tym gubię.
Draco zmrużył oczy i podszedł do Olivii. Starała się ukryć triumfalny uśmiech, błąkający się na jej ustach. Wiedziała, że się przejął. Widziała to w jego oczach. Żyłka na jego czole zaczęła drgać niebezpiecznie. To był moment, żeby zaatakować.
— Tak sobie pomyślałam, że ta różnica wieku między nimi jest… zbyt duża i nie powinni się ze sobą spotykać. Poza tym Hermiona jest zbyt zasadnicza i zapewne zrobi wszystko, aby nie być obiektem plotek, a oboje dobrze wiemy, że spotykając się z profesorem, mogłaby narazić się na wiele wyssanych z palca opowieści, które oczywiście działałyby na jej niekorzyść. Dlatego trzeba temu zapobiec. Wydaje mi się, że gdy będziemy współpracować, szybciej osiągniemy zamierzony efekt.
Zamrugał dwa razy.
— Słucham?
Przewróciła oczami.
— Och, proszę cię, nie rób ze mnie kretynki. Dobrze wiem, że interesujesz się Hermioną. I nie zaprzeczaj — pogroziła mu palcem — bo nawet Harry to zauważył. Wtedy po pojedynku bacznie was obserwował i chciał wiedzieć, co kombinujesz, bo oczywiście ci nie ufa. Nie mam pojęcia, co was tak poróżniło, ale to nieistotne. Teraz najważniejsza jest Hermiona i jej szczęście. Przeczuwam, że ta znajomość z profesorem to nic znaczącego, ale trzeba dmuchać na zimne. Więc jeśli zależy ci na tym, aby zachowała dobre imię i szanujesz ją jako człowieka… Błagam, nie rób takiej miny! Myślisz, że jestem ślepa? Tak, Draco, ja wszystko widzę. Naprawdę wszystko.
Pokręcił głową z politowaniem.
— Masz zbyt bujną wyobraźnię. Mnie miałoby zależeć na Granger? Proszę cię, to idiotyczne!
Poprawiła torebkę na ramieniu i przeszła obok niego. Kiedy minęła główną bramę, odwróciła się i popatrzyła mu w oczy.
— Gdyby ci nie zależało, nie czekałbyś na nią pod akademią. Przestań udawać i zacznij działać. Wiem, że masz wiele oleju w głowie, więc wysil swoje szare komórki i zrób wszystko, żeby nie spotkała się z tym gościem. Oboje wiemy, że tak będzie najlepiej. — Położyła mu rękę na ramieniu. — Powodzenia. A jeszcze jedno! Zajęcia odbywały się w sali blisko głównego wyjścia. Pierwsza po lewej.
Po czym odeszła, zostawiając go stojącego jak posąg obok bramy. Przeszła kilka kroków i zniknęła za rogiem, chociaż w rzeczywistości schowała się za murem i obserwowała poczynania blondyna. Nadal się nie poruszał i już traciła nadzieję, że zrozumiał jej aluzję. Ale nagle westchnął głęboko, obrócił się na pięcie i ruszył ku wejściu do akademii. Kiedy wszedł do środka, Olivia pisnęła z radości.
— Dobra decyzja, Draconie Malfoyu. Wreszcie zachowujesz się jak facet.

Z rozmyślań wytrącił ją szum otwieranych drzwi. Wyjrzała przez okno i zorientowała się, że to jej przystanek, dlatego szybko zebrała swoje rzeczy i wyszła. Przez chwilę stała i rozglądała się dookoła, chcąc znaleźć odpowiednią drogę. Pierwszy raz podróżowała tym autobusem i nie była pewna, czy jest we właściwym miejscu. Sięgnęła do torebki i wyjęła małą kartkę, na której Harry spisał istotne szczegóły.
Droga, którą masz iść, nie wyróżnia się niczym szczególnym… och, naprawdę? Dzięki Harry, jesteś bardzo pomocny! Merlinie, jak ja mam się po nim doczytać. Znajdź drewniany szyld z napisem A&M. — Podniosła głowę, wypatrując wskazanego szyldu. Od razu go dostrzegła. — Idź wzdłuż tej ulicy, a kiedy cztery skrzyżowania później miniesz wysoki czarny budynek, skręć w prawo i od razu zauważysz NASZĄ budkę telefoniczną.
Parsknęła śmiechem, kiedy przeczytała końcówkę wiadomości. Bardzo dobrze wiedziała, co mężczyzna miał na myśli. Kilka dni temu poprosiła go… no dobra, błagała, żeby pokazał jej, w jaki sposób do Ministerstwa Magii dostają się interesanci. Chcąc uniknąć kłopotliwych pytań, od razu poinformowała go, że nie chce cały czas dostawać się do budynku przez kominek wujka. Wcześniej uważała to za normalny stan rzeczy, ale ostatnio bez uprzedzenia wparowała do gabinetu inistra i przerwała ważne spotkanie z panem Mixonem. Na samą myśl o tamtym wydarzeniu, miała ciarki na całym ciele. Poza tym wiedziała, że wuj kiedyś straci cierpliwość i po prostu wybuchnie, a tego nie chciała.
Pomimo wcześniejszej niechęci Wybraniec zgodził się jej pomóc i pewnego popołudnia zaprezentował jej, w jaki sposób działa wejście dla interesantów. Podał kod dostępu, który miała zapisany w swoim notesie. Potem krótko opowiedział o tym, co należy mówić i jak, aby sekretarka wszystko zrozumiała. Oczywiście przy okazji przeprowadził mały pokaz, co bardzo się Olivii spodobało.
Westchnęła przeciągle i ruszyła przed siebie. Szła dość szybko, co chwilę patrząc na zegarek. Musiała się pospieszyć. Wiedziała, że nie zdąży na umówioną godzinę, dlatego zaczęła wymyślać jakąś dobrą wymówkę. Mogłaby powiedzieć, że zajęcia na uczelni się przedłużyły, ale Hermiona ma zapisany jej plan zajęć, więc w moment by to zdementowała. Istniała niewielka szansa, że uwierzą w fakt, że na mieście były korki, ale tylko niewielka, bo po pierwsze nie wierzyli w to, że będzie chciała podróżować komunikacją miejską (nawet Harry był do tego sceptycznie nastawiony, ale starał się tego nie okazywać, żeby nie sprawić jej przykrości), a po drugie dobrze ją znali i wiedzieli, że lubi koloryzować. Cóż, pozostaje jej liczyć na to, że po prostu będą tak zajęci pracą, że nie zauważą jej spóźnienia. Trzecia opcja wydawała się najbardziej prawdopodobna.
Poczuła powiew zimnego powietrza z lewej strony i od razu spojrzała w tamtym kierunku. Obok niej przeszło dwóch nastolatków, ale nie zwrócili na nią uwagi, dlatego szła dalej. Ulica nie należała do często uczęszczanych, dlatego musiała mieć się na baczności. Harry i Hermiona ostrzegali ją, że powinna uważać i zachować stałą czujność. Podobno kiedyś to było ich hasło przewodnie, a jego pomysłodawcą był niejaki Moody. Wuj mówił, że umarł przed drugą bitwą o Hogwart, a zasługami przewyższał wiele ważnych osobistości magicznego świata. Żałowała, że nie miała okazji go poznać. Aurorzy czasem o nim opowiadali i domyśliła się, że był dość specyficzny.
W gruncie rzeczy ich obawy dotyczące jej bezpieczeństwa uważała za bezpodstawne. Skoro do tej pory nie działo się nic złego, to dlaczego, na Merlina, ktoś miałby ją zaatakować? Śmierciożercy nie byliby tak głupi, żeby napadać na młodą dziewczynę w biały dzień. Hermiona poinstruowała ją, jak ma się zabezpieczyć, gdyby nie mogła być w pobliżu.

Trzymaj różdżkę w pobliżu ręki. Najlepiej w najbliższej kieszeni. Rozglądaj się dookoła i pod żadnym pozorem nie wdawaj się w pogawędki z nieznajomymi. Wiem, że to może wydawać się absurdalne, ale zwolennicy Lucjusza są w różnym wieku i nawet niepozornie wyglądający nastolatek, może być jednym z nich. Po prostu uważaj, a nic złego się nie stanie.

Mimowolnie sięgnęła ręką do najbliższej kieszeni i wyczuła różdżkę. Odetchnęła z ulgą i szła dalej, trochę szybszym tempem, patrząc prosto przed siebie. Nagle na horyzoncie pojawił się człowiek w czarnym kapturze. Zmierzał w jej stronę.
Jęknęła cicho.
Zatrzymała się i zaczęła na niego patrzeć. Poczuła, że serce podeszło jej do gardła, a na ciele pojawiły się kropelki potu. Trzymając rękę blisko boku, zrobiła kilka kroków naprzód, starając się nie opuszczać głowy.
Spokojnie, to jakiś mugol. Nic ci nie zrobi, uspokajała podświadomość.
Mężczyzna wydawał się jej nie zauważać. Ewentualnie ona odniosła takie wrażenie. Przełknęła ślinę. Za kilka metrów miną się na chodniku. Nic złego się nie stanie. Nie może się stać, a przynajmniej nie powinno.
Trzy metry, dwa, jeden, kilka cali i…
Nic się nie wydarzyło. Mężczyzna tak po prostu przeszedł obok niej, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Gwałtownie stanęła w miejscu, próbując uspokoić oddech. Szczerze mówiąc, wystraszyła się nie na żarty. Na szczęście to był fałszywy alarm. Powoli odwróciła się na pięcie i obserwowała oddalającego się mężczyznę. Prawdopodobnie wystraszył ją ten czarny kaptur. Z opowieści Harry’ego wiedziała, że Śmierciożercy upodobali sobie czarne peleryny z kapturami.
Najważniejsze, że nic się nie stało. Poprawiła torebkę na ramieniu i ruszyła w dalszą drogę. Przeszła przez trzy skrzyżowania, a potem zauważyła duży czarny budynek, o którym wspominał Harry. Skierowała się w tamtym kierunku. Żadna z przechodzących obok osób nie zwracała na nią uwagi. W sumie odpowiadała jej ta sytuacja. Chciała bezpiecznie dotrzeć do Ministerstwa Magii.
Jeszcze kilka minut i będzie na miejscu.
Zrobiła kilka kroków naprzód, mijając po drodze kilka ciemnych bocznych uliczek. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, ale nagle…
Poczuła szarpnięcie i silny ucisk dłoni na swoim ramieniu. Jęknęła z przerażenia, ale napastnik szybko zakrył jej usta drugą ręką. Cisnął nią, jak szmacianą lalką, na ścianę jednej z pobliskich uliczek i zmierzył wzrokiem. Nie mogła oddychać, dlatego zaczęła się rzucać, co zezłościło atakującego. Przybliżył się do niej i wymierzył palcem.
— Hola, hola, laluniu. Może trochę spokojniej? Radziłbym ci się uspokoić, to wtedy nic ci się nie stanie. A jeśli nadal będziesz taka harda, może być bardzo niemiło.
— Mhmr mhmhm — wymamrotała niezrozumiale.
Uniósł jedną brew.
— Że co?
Wykorzystała jego wahanie i ugryzła do w palec. Warknął ze złości i odsunął się na kilka cali, machając bolącą dłonią. Olivia zmrużyła gniewnie oczy.
— Coś ty za jeden? — wypaliła.
Utkwił w niej wzrok i uśmiechnął się półgębkiem, po czym szybko dopadł do niej, przytrzymując ją za przedramiona, co uniemożliwiało jakiekolwiek ruchy. Znowu ich twarze były kilka cali od siebie. Z tej odległości wyczuwała jego śmierdzący oddech i od razu zrobiło jej się niedobrze. Parsknął śmiechem, widząc jej reakcję.
— Nieważne kim jestem, laluniu. Ważne jest to, że ja wiem, kim ty jesteś i z kim się zadajesz. Młody Malfoy i ta szlama grzebią tam, gdzie nie powinni. Mój Pan nie jest z tego powodu zachwycony i po prostu… prosi, aby ci uczciwi i jakże skorzy do współpracy aurorzy, przestali węszyć, bo to może się dla nich źle skończyć. Pewnie zastanawiasz się, co ty masz z tym wspólnego? Cóż, o ile mi wiadomo, jesteś z nimi blisko i często ze sobą rozmawiacie, więc podejrzewam, że będziesz taka miła i przekażesz im moją wiadomość, prawda laluniu?
Olivia przełknęła ślinę, ale stała jak wryta i starała się nie reagować na słowa mężczyzny. Pragnęła, żeby sobie poszedł i po prostu zostawił ją w spokoju. On przyglądał się jej badawczo, cały czas trzymając jej ręce. Dziewczyna zamknęła oczy, nie chcąc na niego patrzeć. Błagała Merlina, aby się nad nią zlitował i uchronił od złego.
Nagle uścisk zelżał i usłyszała szuranie butami, a potem trzask. Powoli otworzyła oczy. Nie było go. Po prostu się teleportował. Nie mogąc uwierzyć w to, co miało miejsce przed chwilą, Olivia osunęła się po ścianie na ziemię, próbując odzyskać oddech. Kątem oka zauważyła jakiś skrawek papieru obok swojej stopy. Podniosła go i przeczytała.

Pozdrowienia dla tatusia. L.M.

Pisnęła i odrzuciła kartkę jak najdalej od siebie. Miała nadzieję, że te ostrzeżenia Harry’ego i Hermiony są bezpodstawne, ale tak bardzo się pomyliła. To działo się naprawdę. Groziło jej wielkie niebezpieczeństwo, a ona po prostu to ignorowała. Znowu zachowywała się jak małolata, która nie przejmuje się tym, co będzie. Nie mogła tak dłużej.
Warknęła i powoli stanęła na własnych nogach. Musiała jak najszybciej porozmawiać z Draco i Hermioną. Wiedziała, że szukają syna Stuarta Martina. Nie chciała, żeby coś im się stało, dlatego musiała zrobić wszystko, żeby ich powstrzymać. Być może jej słowa ich nie przekonają, ale… ale wiadomość od Lucjusza na pewno! Rozejrzała się za małą kartką, którą dopiero co odrzuciła w ciemną uliczkę. Zauważyła ją obok worków wypchanych po brzegi śmieciami. Złożyła ją na pół i schowała do kieszeni spodni, a potem obróciła się na pięcie i szybkim krokiem poszła w stronę Ministerstwa Magii.

Tymczasem w sali ćwiczeń czekały na nią dwie osoby — Harry i Hermiona. Mężczyzna przemierzał pomieszczenie, nerwowo zerkając w stronę lekko uchylonych drzwi i na zegar wiszący na ścianie. Kobieta natomiast siedziała na krześle przy stoliku i obserwowała swojego przyjaciela.
— Gdzie ona może być? — zapytał Wybraniec samego siebie.
— Jestem pewna, że niedługo się pojawi…
— A jeśli nie?
Hermiona westchnęła głęboko.
— Nie dramatyzuj. Nic jej się nie stało. Być może coś ją zatrzymało.
Mężczyzna zatrzymał się i popatrzył na nią.
— W akademii? — spytał cicho.
Pokręciła głową.
— Nie, skończyła zajęcia półtorej godziny temu. Podejrzewam, że zagadała się z ministrem. Wiesz, jaka jest gadatliwa. Potrafi mówić, i mówić i nikt nie jest w stanie powstrzymać jej słowotoku.
Harry zamyślił się chwilę. Być może Hermiona miała rację, ale coś mu podpowiadało, że Olivia postanowiła dostać się do Ministerstwa w inny sposób. Nie bez przyczyny kilka dni temu prosiła go o instrukcje, dotyczące dotarcia do budynku w mugolski sposób. Zdążył trochę ją poznać i czuł, że w coś się wpakowała. Zastanawiał się, czy powinien o tym powiedzieć swojej przyjaciółce. Podejrzewał, że nie byłaby zadowolona z tego pomysłu i z faktu, że on maczał w tym palce. Jednak wydawało się, że nie ma po prostu wyboru i musi ją o tym powiadomić.
Przejechał ręką po włosach, a potem podszedł do Hermiony, która przyglądała mu się badawczo. Zagryzł wargę, odsunął krzesło i opadł na nie.
— Wiesz, Hermiono, obawiam się, że Olivia… nie zamierzała dostać się do Ministerstwa w tradycyjny sposób, to znaczy przez kominek Kingsleya. Ona… ona kilka dni temu zapytała mnie, czy mógłbym pokazać jej, jak działa winda dla interesantów i… poprosiła o dokładne instrukcje, dotyczące dotarcia do budynku w mugolski sposób.
Aurorka zamrugała dwa razy.
— Nie zrobiłeś tego, prawda?
Mężczyzna spojrzał na swoje ręce i uśmiechnął się wymijająco.
— Cóż… ja nie chciałem, ale ona… ona się uparła i po prostu nie mogłem jej odmówić. Wiesz, jaka ona jest!
Hermiona prychnęła.
— To nie znaczy, że TY nie powinieneś zachować zdrowego rozsądku! Harry, zdajesz sobie sprawę z tego, jakie grozi jej niebezpieczeństwo?! Czyhają na nią Śmierciożercy. — Zaczęła wyliczać na palcach. — Była dzisiaj sama na uczelni, powtarzam SAMA, bo akurat dziś nie mogłam jej towarzyszyć i przede wszystkim nie jest gotowa, żeby się obronić przed jakimkolwiek atakiem.
— Jestem pewny, że ma przy sobie różdżkę.
Przewróciła oczami.
— I co z tego? Harry, ona musi opanować zaklęcia obronne, żeby móc sobie poradzić. Nie jest gotowa na takie ryzyko. Wiem, że chciałeś sprawić jej radość, ale przy okazji naraziłeś ją na wielkie niebezpieczeństwo. Pod żadnym pozorem nie powinna sama spacerować po Londynie.
Mężczyzna jęknął i schował twarz w dłoniach. Popatrzyła na niego z troską i szybko położyła mu rękę na ramieniu.
— Miejmy nadzieję, że nic złego się nie stanie.
— Oby tak było. Merlinie, nie powinienem jej słuchać. Nie pamiętam, kiedy się na to zgodziłem. Rozmawialiśmy o szkole, wspominałem dawne lata i chyba przez przypadek opowiedziałem jej o moim procesie w Ministerstwie i o podróży z Arturem. Musiała to podłapać i…
Hermiona uśmiechnęła się lekko.
— Zauważyłam, że ostatnio spędzacie razem dużo czasu. Chyba miło wam się rozmawia, prawda?
Skinął głową.
— Złapaliśmy dobry kontakt i czasem aż sam się sobie dziwię, że tak się przed nią otwieram. Wiesz, zazwyczaj nie jestem wygadany, ale przy niej… po prostu nie da się nic nie mówić — powiedział wesołym tonem.
— To prawda. Nie spodziewałam się, że tak szybko się do nas przyzwyczai. Kingsley mówił, że jest bezpośrednia, ale i tak byłam zaskoczona. Nawet Draco czasem z nią rozmawia.
— Malfoy — poprawił ją Harry.
Spojrzała na niego pytająco.
— Słucham?
Machnął ręką i wstał z krzesła. Hermiona zmrużyła oczy, próbując zrozumieć, o co chodzi jej przyjacielowi. On tymczasem przechadzał się po pomieszczeniu, mierzwiąc włosy palcami. Spojrzał na nią i zobaczył, że na niego patrzy, dlatego powoli podszedł bliżej.
— Zauważyłem, że spędzasz z nim dużo czasu…
— Pracujemy razem — wtrąciła.
— Tak, wiem, ale nie chodzi mi o pracę. Myślałem, że będziesz… trzymać go na dystans i obserwować, a tymczasem… ty wychodzisz z nim na obiad, wspominasz dawne czasy i zachowujesz się tak, jakby szkolne lata nie miały znaczenia. Zapomniałaś, jak ciebie traktował?
Aurorka założyła ręce pod boki i westchnęła przeciągle.
— Nie zapomniałam o tym, co było kilka lat temu. Bardzo dobrze pamiętam każdą obelgę, którą usłyszałam z jego słów, ale teraz to nie ma żadnego znaczenia. I nie przerywaj mi! — krzyknęła, kiedy otworzył usta, żeby coś powiedzieć. — Jesteśmy dorośli i tak też powinniśmy się zachowywać. Nie możemy na każdym kroku podkreślać tego, jak to kiedyś go nienawidziliśmy. W swoim życiu popełnił wiele błędów, ale oboje dobrze wiemy, że nie robił tego z własnej woli. Voldemort i Lucjusz nim sterowali. Teraz jest po naszej stronie i powinniśmy starać się go zaakceptować. Wiem, że to trudne, ale… On naprawdę jest dobrym człowiekiem. I przede wszystkim chce nam pomóc, znaleźć Kena.
Harry prychnął, słysząc jej słowa.
— Naprawdę? Co? Może zaprowadzi nas do tatusia? Super, przynajmniej w tym będzie przydatny. Uważaj tylko, żeby nie zesłał na nas sług swojego ojca, bo wtedy byłoby bardzo nieciekawie.
Tego było za wiele. Hermiona zacisnęła usta w wąską kreskę, szybko wstała z krzesła i podeszła do mężczyzny, wymachując przy tym palcem.
— Przestań! Co się z tobą, na Merlina, dzieje?! Zachowujesz się jak Ron. Skąd u ciebie tyle nienawiści? Przecież praktycznie w ogóle nie masz z nim kontaktu, więc co możesz o nim wiedzieć? NIC! To ja pracuję z nim w jednym biurze, to ja z nim rozmawiam, a ty… ty unikasz go jak ognia, a jak uczestniczy w lekcjach zaklęć, obrzucasz go jedynie spojrzeniami pełnymi nienawiści. O co ci tak naprawdę chodzi? Wyjaśnij mi to!
Wybraniec podniósł wzrok i w jego oczach zauważyła złość. Wielką złość. Wyglądał tak, jakby jego cierpliwość całkowicie się wyczerpała. Chciał coś powiedzieć, ale nagle przez uchylone drzwi wleciał papierowy samolot i wylądował w rękach Hermiony. Zdziwiona zamrugała i szybko go otworzyła, po czym zaczęła czytać.

Granger,
Jeśli możesz, przyjdź do naszego gabinetu. Chciałbym Ci pokazać coś ważnego. Oczywiście nic zbereźnego. To dotyczy naszej ostatniej… misji. Tak, to słowo idealnie tu pasuje.
A jeszcze jedno, przyjdź sama. Nie chcę, żeby Potter o tym wiedział (znając Ciebie, pewnie nie przyznałaś się przed nim, że gdzieś ze mną byłaś).
To bardzo ważne.
D.M.

Przez chwilę wpatrywała się w wiadomość, próbując zrozumieć, co tak ważnego odkrył jej współpracownik. Spojrzała znad listu i zauważyła zielone oczy Harry’ego. Przełknęła ślinę.
— Coś ważnego? — zapytał ironicznie.
Przytaknęła i złożyła pergamin na pół.
— Tak, muszę iść — mruknęła. — Zostań tutaj i poczekaj na Olivię. Postaram się wrócić jak najszybciej.
Po czym nie czekając na odpowiedź Wybrańca, skierowała się do drzwi. Kiedy położyła dłoń na klamce, usłyszała jego głos.
— To od niego, prawda?
Odwróciła się.
— Nawet jeśli, to nic złego i coś związanego z pracą, więc w razie czego szukaj mnie w moim gabinecie.
Przez chwilę na niego patrzyła, ale pełne jadu spojrzenie, które jej posyłał, powodowało ogromny ból. Miała wrażenie, że przyjaciel ma do niej pretensje o to, że pracuje z Draconem. Że w ogóle zgodziła się na to. Mimo iż oboje dobrze wiedzieli, że nie miała innego wyjścia. To była dojrzała i przemyślana decyzja. Pomimo sprzeciwu Wybrańca nie zamierzała ulegać jego namowom, tylko działać według własnego sumienia, które podpowiadało jej, że zachowała się tak, jak powinna.
Jęknęła cicho i wyszła na korytarz, nie oglądając się za siebie. Idąc do Biura Aurorów, analizowała w głowie to, co przed chwilą się stało. Nie rozumiała, skąd w Harrym tyle nienawiści i co ją spowodowało? Domyślała się, że nie chodzi o sytuacje ze szkolnych lat. Nie, to już dawno mu wybaczył, a przynajmniej tak mówił. Przecież to Wybraniec przekonywał Rona, żeby zrozumiał postępowanie Malfoyów. To on był tym dobrym, rozstrzygającym wszelkie spory. A teraz? Teraz zachowywał się jak… Ron za dawnych czasów. Nie rozumiała takiego postępowania. A może… nie chciała zrozumieć?
Nadal rozmyślając, weszła do biura, zignorowała Kate i otworzyła drzwi do gabinetu. Powitał ją zapach kawy i Draco Malfoy stojący obok jej biurka z filiżanką w dłoniach. Odstawił filiżankę na blat i popatrzył na kobietę, uśmiechając się w swoim stylu.
— O, przyszłaś. Wiadomość dotarła?
Skinęła głową.
— Tak, kilka minut temu. O co chodzi?
— Zrobiłem ci kawę, mam nadzieję, że będzie smakowała…
— O co chodzi? Po co mnie wezwałeś? — dopytywała.
Wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem, poprawił ubranie i szybkim krokiem przeszedł w jej stronę, przyciągnął ją do siebie i zamknął drzwi, nie chcąc, żeby Kate usłyszała, o czym rozmawiają. Potem poprowadził Hermionę na jej fotel. Nie wiedząc, co robić, powoli na niego opadła, obserwując poczynania blondyna, który właśnie przesuwał w jej stronę swój fotel. Gdy ustawił go we właściwym miejscu, sięgnął na biurko po kubek z kawą i plik dokumentów, które wyglądały na wielokrotnie wertowane. Aurorka chciała ukradkiem ich dotknąć, ale zorientował się, co zamierza i bez pardonu klepnął ją w dłoń. Skarciła go wzrokiem. Dopiero teraz zorientowała się, że siedzi obok niej.
— Nie mogłeś usiąść naprzeciwko mnie? — spytała, wskazując krzesło dla interesantów.
Pokręcił głową.
— Mój fotel jest wygodniejszy.
Przewróciła oczami.
— Mogłam się tego domyślić, ale koniec tego przedstawienia. Możesz mi wreszcie powiedzieć, o co chodzi? Dlaczego wysłałeś do mnie tę wiadomość?
— Już wszystko wyjaśniam. Jak dobrze wiesz, wczoraj nie mogliśmy się porozumieć w pewnej sprawie. Mam na myśli wyjawienie prawdy o naszej misji w Malfoy Manor Kingsleyowi. Ty oczywiście chciałaś od razu z tym do niego lecieć i opowiedzieć wszystko ze szczegółami, ale ja na szczęście zachowałem zdrowy rozsądek i powstrzymałem cię przed tym. Pewnie zastanawiasz się, co mam na myśli? Cóż, przejrzałem bardzo dokładnie akta Stuarta Martina i znalazłem coś bardzo ciekawego.
— Co takiego?
Draco sięgnął po akta leżące na biurku i otworzył na pierwszej stronie. Prześledził wzrokiem tekst i nagle dotknął palcem górny fragment. Kobieta uniosła brew z zainteresowaniem i przekrzywiła głowę, chcąc przeczytać wskazany fragment. Czytanie w tej pozycji nie było zbyt komfortowe, ale czasem można się poświęcić. Arystokrata przez chwilę obserwował jej wysiłki, a na jego twarzy pojawiło się rozbawienie. Nie chcąc dłużej jej katować, ułożył przed nią teczkę i jeszcze raz dotknął kartkę.
— Ten fragment mnie zastanawia. To dość zaskakująca zbieżność.
Aurorka podniosła wzrok, nic nie rozumiejąc.
— O czym ty mówisz?
— Przeczytaj — polecił.
Stuart Martin urodzony czternastego października tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku w Inverness, hrabstwo Highland, Szkocja. Zamieszkały w rezydencji na obrzeżach miasta. Jedynak. Co w tym dziwnego? Zwykły nic nieznaczący biogram.
— Mylisz się. To bardzo ważna informacja i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie jest przypadek.
— To znaczy?
Uśmiechnął się tajemniczo.
— Wysil szare komórki — zaproponował.
Machnęła ręką.
— Nie mam na to czasu. Po prostu powiedz, o co chodzi, a nie bawisz się ze mną w jakieś gierki.
— Proszę, proszę, nie wiedziałem, że jesteś taka skora do zabaw. Jeśli chcesz, możemy w coś zagrać, może w Wieżę Hogwartu, albo coś podobnego? Podobno poprawia myślenie, przynajmniej tak sądzi Morgan…
— Przestań bredzić i gadaj! — wrzasnęła poirytowana Hermiona.
Parsknął śmiechem.
— Okej, już nie będę. Pewnie będziesz zaskoczona tym, co powiem. Merlinie, już widzę twoją minę.
— Jeżeli zaraz nie zaczniesz gadać…
Uniósł ręce w geście poddania.
— Dobra, chodzi o to, że mój daleki krewny ma willę w Inverness. Niedawno zmarł i jednym ze spadkobierców jest mój ojciec. Nie wiem, czy pozostali nadal chodzą po tym świecie. Znając możliwości mojego… Lucjusza, już dawno zakończyli swój żywot i zapewne uzyskał wszelkie prawa do posiadłości. Oczywiście mogę się mylić, ale intuicja podpowiada mi… Tak, Granger, mężczyźni też ją mają, tylko nazywają ją przeczuciem. Ale wracając… podejrzewam, że syn Martina może być przetrzymywany w rezydencji w Szkocji. To tylko przypuszczenia, ale… warto to sprawdzić.
Hermiona zamrugała kilkakrotnie, próbując przetrawić informacje. Potem popatrzyła na Draco z wyrzutem.
— I dopiero teraz raczyłeś mi o tym powiedzieć? Merlinie, nie mogłeś tak od razu? Gdybym o tym wiedziała… dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Przecież mówię — bąknął.
Pokręciła głową z politowaniem.
— No tak, ale pod przymusem! Jestem pewna, że sam byś nie wpadł na to, żeby podzielić się ze mną tą jakże ważną informacją. Zdajesz sobie sprawę z tego, co to znaczy? To może być ważny szczegół. Być może twój ojciec działa według jakiegoś schematu. Może to nie przypadek, że to ty znalazłeś powiązanie między Stuartem a tą waszą rezydencją w Szkocji.
Uniósł brew z zaciekawieniem.
— To znaczy?
Hermiona wstała z fotela i zaczęła przechadzać się po gabinecie.
— Wydaje mi się, że Lucjusz przetrzymuje Kena w dobrze znanym sobie miejscu. W miejscu, które Malfoyowie znają jak własną kieszeń. Nie widzisz powiązania? — zapytała, patrząc na Draco, ale on w odpowiedzi pokręcił głową. — Lucjusz chce sprawdzić, czy myślisz jak Malfoy. Czy nadal masz w sobie coś ze stratega, na którego cię wychował?
— Masz na myśli to, że… tylko ja…
Podeszła do niego i oparła rękę na biurku.
— Tak, Draco. Tylko ty możesz rozwiązać tę sprawę.
— Sam?
— Oczywiście, że nie. Pracownicy Ministerstwa zrobią wszystko, żeby odnaleźć Kena, ale obawiam się, że tylko ty możesz przewidzieć kolejny krok swojego ojca — oświadczyła, siadając na swoim fotelu. — Cóż, nadal myślę, że powinniśmy o wszystkim powiedzieć Kingsleyowi, ale skoro najpierw chcesz upewnić się co do swoich przypuszczeń, niechętnie, serio Malfoy, naprawdę bardzo niechętnie muszę się na to zgodzić; ale pod jednym warunkiem.
Arystokrata prychnął pod nosem.
— Jakim?
— Będę ci towarzyszyć podczas poszukiwań, a w sytuacji zagrożenia od razu wezwiemy posiłki.
Uśmiechnął się lekko.
— Nigdzie bym się bez ciebie nie ruszył. Przecież dobrze o tym wiesz. A jeśli chodzi o to wsparcie… jeszcze to przedyskutujemy.
Hermiona zmrużyła gniewnie oczy, ale po chwili parsknęła śmiechem.
— Nie sądzę. To co zamierzasz zrobić? Teleportować się do waszej rezydencji?
Skinął głową.
— Tak, najlepiej dzisiaj, bo może uda nam się coś znaleźć. Albo ko…
Urwał, bo oboje usłyszeli krzyki dobiegające z korytarza. Popatrzyli po sobie, nic nie rozumiejąc. Odgłos był coraz głośniejszy i w końcu dokładnie usłyszeli wypowiadane słowa.
— Zabieraj te ręce! Nie zatrzymuj mnie!
— Olivio! Nie możesz tak po prostu wchodzić do czyjegoś gabinetu. To… to niegrzeczne!
— Harry Potterze, nie mów mi, co mam robić! Muszę z nimi porozmawiać teraz, zaraz!
Hermiona znowu spojrzała na Draco, który wyglądał na zaskoczonego, ale także rozbawionego zaistniałą sytuacją.
— Morgan pokazuje pazurki — wymamrotał sam do siebie.
— A Harry zawsze obrywa — dodała kobieta.
Arystokrata chciał coś powiedzieć, ale nagle drzwi do gabinetu otworzyły się na całą szerokość i do środka wparowała zezłoszczona Olivia Morgan. Tuż za nią wszedł przerażony Wybraniec. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu, a kiedy zauważyła dwójkę aurorów od razu do nich podeszła. W międzyczasie wyjęła coś z kieszeni i utkwiła wzrok w mężczyźnie.
— Malfoy, możesz mi wyjaśnić, co to ma znaczyć?! Dlaczego TWÓJ OJCIEC pisze do mnie liściki?! Ten dostarczył mi jeden z jego podwładnych. Przy okazji nieźle mnie wystraszył! Wytłumacz mi, co to, na Merlina, ma znaczyć? Co wy — wskazała ręką Hermionę i Dracona — szukaliście? Musicie przestać! To przyniesie więcej złego niż dobrego! Słyszycie mnie? Nie możecie tak się narażać!
Popatrzyli po sobie, a potem na kartkę, którą dziewczyna wręczyła blondynowi. Przeczytali jej treść i zamarli. Hermiona zerknęła na Harry’ego, który błądził wzrokiem po ich twarzach, chcąc cokolwiek zrozumieć. Gdy napotkał jej wzrok, podszedł bliżej i zapytał:
— Hermiono, co to wszystko ma znaczyć? Byłaś z nim w Malfoy Manor? Kiedy?!
— Harry, ja ci to wytłumaczę… Daj mi…
Wybraniec warknął pod nosem.
— Ciągle mi coś tłumaczysz i zawsze wszystko sprowadza się do NIEGO. Ja już nic z tego nie rozumiem. Najpierw zgadzasz się, żeby pracował w twoim gabinecie, potem zostaje twoim współpracownikiem, a teraz dowiaduję się, że spotykasz się z nim po godzinach pracy! Czy… czy was coś łączy?
— NIE! — wrzasnęli Draco i Hermiona.
— Merlinie, oczywiście, że nie. Harry, jak nawet możesz tak myśleć? — spytała kobieta. — Łączą nas czysto zawodowe relacje. A jeśli chodzi o Malfoy Manor… — Zerknęła na Dracona. — Malfoy, to czas, żeby im wszystko powiedzieć. Nie możemy dłużej tego ukrywać.
Arystokrata pokręcił głową i podszedł do okna, chcąc wszystko przemyśleć. Ojciec wiedział, że byli w rezydencji i czegoś szukali. Szczerze mówiąc, bał się konsekwencji, ale równocześnie miał ochotę utrzeć mu nosa i brnąć w to dalej. Nie mógł tak po prostu odpuścić. To była jedyna szansa, aby rozwiązać tę sprawę.
Odwrócił się i spojrzał na aurorów i Olivię. Wszyscy czekali na jego decyzję, chociaż różnie to okazywali. Granger wręcz błagała go wzrokiem o zgodę na wyjawienie prawdy, Potter emanował złością, a Morgan była tak nabuzowana, że gdyby teraz miała z kimkolwiek walczyć, z pewnością odniosłaby efektowne zwycięstwo.
— Dobrze, powiem to tylko raz i nie przerywajcie mi. Potter, to było skierowane głównie do ciebie. Dwa dni temu po zajęciach Granger na uczelni teleportowaliśmy się do mojego domu. Przypadkiem przypomniałem sobie o tym, że mój… że Lucjusz w podziemiach ma tajny gabinet, do którego nikogo nie wpuszcza. Stwierdziłem, że skoro jest daleko stąd, warto wykorzystać okazję i trochę się rozejrzeć. Gdy dotarliśmy na miejsce, nic nas nie zaniepokoiło. Weszliśmy do środka i prosto do jego gabinetu. Otworzyłem drzwi i zobaczyliśmy regały pełne dokumentów. Nie wiedzieliśmy, co to jest, dlatego je przeszukaliśmy. Wiedziałem, że znajdziemy coś ciekawego i oczywiście się nie pomyliłem. W nasze ręce wpadły akta Stuarta Martina, Premiera Mugoli. — Popatrzył na Harry’ego, a potem wskazał biurko Hermiony. — Leżą tutaj, możesz je przejrzeć, jeśli oczywiście chcesz. — Auror szybko po nie sięgnął i zaczął kartkować. — Gdy wychodziliśmy z gabinetu, usłyszeliśmy jakieś głosy z góry rezydencji. Na szczęście znam ją jak własną kieszeń i dzięki mnie szybko uciekliśmy. Po drodze Granger przewróciła się i uszkodziła sobie nogę, ale jak widać, jest cała i zdrowa, więc nie ma co panikować.
Aurorka rzuciła ostre spojrzenie.
— Och, musiałeś o tym wspominać, prawda?
Draco uśmiechnął się półgębkiem.
— Oczywiście. To był najlepszy moment naszej wyprawy.
Przez chwilę na siebie patrzyli, ignorując gości obecnych w gabinecie. Olivia zmrużyła oczy i dawała znaki Harry’emu, ale on był zajęty przeglądaniem akt. Kiedy skończył, podniósł wzrok i chrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę aurorów.
— To normalny biogram. Nie widzę tutaj nic ciekawego — oświadczył.
Arystokrata podszedł bliżej i oparł się o biurko.
— Granger ci wszystko wyjaśni. Już mnie boli gardło od mówienia — wymamrotał.
Hermiona otworzyła szeroko oczy, a widząc uśmieszek na jego ustach, prychnęła ze złością. Potem popatrzyła na przyjaciela i wyjaśniła:
— Malfoy dokładnie przeanalizował te dokumenty i okazuje się, że jego rodzina ma posiadłość w Inverness. Nie sądzę, że to zbieg okoliczności. Lucjusz zapewne działa według jakiegoś planu czy schematu. Co, jeśli w tej willi jest jakiś ślad w sprawie Kena? Chcemy to sprawdzić. Najlepiej jeszcze dzisiaj, a jeśli chciałbyś w jakiś sposób nam pomóc, to… możesz do nas dołączyć…
Harry chciał coś powiedzieć, ale Olivia nie dała mu dojść do słowa.
— Chcecie tam się teleportować i znowu się narażać? O nie! Ja na to nie pozwolę. Zaraz pójdę do wuja i wszystko mu powiem! Co w was wstąpiło? To niebezpieczne! Słyszysz Hermiono? Chcesz ryzykować dla jakiegoś dzieciaka?!
Wybraniec rzucił w jej kierunku ostre spojrzenie.
— To nie jest jakiś dzieciak, to dziecko Premiera Mugoli!
Dziewczyna prychnęła.
— I co z tego? Nie powinni ryzykować. To zbyt niebezpieczne. — Popatrzyła na Draco i Hermionę. — Nie boicie się, że was ktoś złapie albo porwie?
Trójka aurorów wymieniła porozumiewawcze spojrzenia. Harry i Hermiona przypomnieli sobie rok, w którym musieli się ukrywać przed Voldemortem, a Draco wojnę, w której kilka razy uniknął śmierci. A Olivia nie dawała za wygraną.
— Nie boicie się? — dopytywała.
— Właściwie to… nie — mruknęła Hermiona.
— Bitwy mają w sobie tyle adrenaliny… — dodał Draco.
— … a ja jestem całkiem niezły w rzucaniu zaklęć — dokończył Harry.
Słysząc jego słowa dwójka aurorów zaśmiała się krótko. Panna Morgan oniemiała. Nie wierzyła własnym uszom. Jej znajomi wyraźnie cieszyli się z faktu, że prawdopodobnie będą musieli zmierzyć się z przeciwnikiem. Nie mogła do tego dopuścić. Musi ich przekonać, że to zły pomysł. Tylko jak to zrobić?
— Harry, chcesz do nas dołączyć? — zapytała Hermiona. — Przyda nam się twoja pomoc i przede wszystkim udowodnimy ci, że łączą nas czysto zawodowe relacje.
Wybraniec utkwił w nich swój wzrok.
— Pomogę wam. Może wreszcie zrozumiem, co ty w nim widzisz.
Panna Granger jęknęła. Ukradkiem zerknęła na Dracona, który był wyraźnie rozbawiony stwierdzeniem Harry’ego.
— Co takiego we mnie widzisz? — zapytał ironicznie.
— Nic szczególnego, jedynie cynizm i przerośnięte ego — burknęła.
Pogroził jej palcem, ale tak naprawdę wiedział, że żartuje. Musiała grać, bo nie chciała zniechęcić do siebie Pottera.
— Tak myślałem. To jak, ruszamy?
Harry i Hermiona skinęli głowami, ale nagle usłyszeli trzask. Spojrzeli w tamtym kierunku i zobaczyli przewrócone krzesło, a także Olivię próbującą je podnieść. Cóż, chciała jakoś przyciągnąć ich uwagę. Stanęła pośrodku pomieszczenia i założyła ręce na piersi.
— Nie pozwolę wam na to! Jeżeli się teleportujecie, pójdę do wujaszka i wszystko mu powiem. Naprawdę wszystko.
— Olivio, to nie jest dobry pomysł — powiedziała Hermiona. — My tylko chcemy coś sprawdzić, nic nam się nie stanie. Możesz być spokojna.
Dziewczyna wyprostowała się.
— Skoro to taka bezpieczna misja to… zabierzcie mnie ze sobą! — oświadczyła, uśmiechając się zawistnie.
Draco parsknął śmiechem. Popatrzyła na niego ze złością.
— Tak cię to śmieszy? Co? Uważasz, że sobie nie poradzę? — zapytała.
Mężczyzna skinął głową i podszedł bliżej.
— Cóż, Morgan, nie jesteś aurorką, tak jak my, więc nie masz odpowiednich umiejętności, żeby nam towarzyszyć — wyjaśnił.
Zerknęła na Harry’ego i Hermionę.
— Wy też uważacie, że nie dam sobie rady? Przecież robię postępy, umiem rzucać zaklęcia, to naprawdę nie jest trudne!
Byli Gryfoni popatrzyli po sobie, chcąc jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Fakt, że Olivia nieźle radziła sobie na lekcjach, nie oznaczał, że jest gotowa na prawdziwą walkę. Oczywiście mieli świadomość tego, że prawdopodobnie do niej nie dojdzie, ale i tak obawiali się o dziewczynę. Widząc jej nieustępliwe spojrzenie, Harry jęknął cicho.
— Wiem, że na lekcjach radzisz sobie świetnie, ale… to nie będzie kolejna lekcja zaklęć, tylko misja aurorów. Obawiam się, że nie dasz sobie rady…
Dziewczyna warknęła pod nosem.
— Ach tak? Cóż, bardzo dziękuję za to, że we mnie wierzycie! Idę do wuja i nie próbujcie mnie zatrzymywać!
Podeszła do drzwi, ale kiedy położyła rękę na klamce, Hermiona krzyknęła:
— ZACZEKAJ!
Mężczyźni wymienili spojrzenia, a panna Granger zawołała ich do siebie. Całej sytuacji przyglądała się Olivia, nic z tego nie rozumiejąc.
Tymczasem w rogu pomieszczenia trwała zażarta dyskusja. Głównie mówiła panna Granger.
— Myślę, że musimy ją zabrać. Wiem, że się temu sprzeciwiacie, ale…
— To głupi pomysł — wtrącił Draco. — Nawet bardzo głupi.
— Zgadzam się z Malfoyem. Ona sobie nie poradzi i tylko nas spowolni.
Hermiona zagryzła wargę.
— No tak, ale jeśli pójdzie do Ministra, będziemy mieli kłopoty. Duże kłopoty.
— Kłopoty to nasza specjalność — mruknął blondyn ironicznie.
Popatrzyła na niego z wyrzutem.
— Przestań się wygłupiać! Musimy coś wymyślić. Mam nawet pewien pomysł, ale nie wiem, czy wam się spodoba — szepnęła, zerkając na obydwu. Gdy nie odezwali się ani słowem, kontynuowała: — To dość ryzykowne, ale chyba nie mamy wyjścia. Zabierzemy ją, ale jedno z nas będzie jej pilnować. Harry, podejmiesz się tego?
Wybraniec wyszczerzył oczy.
— Ja? Dlaczego ja?
Kobieta otworzyła usta, aby mu odpowiedzieć, ale Draco był szybszy.
— Bo spędzasz z nią wiele czasu i umiesz z nią rozmawiać? Serio, Potter, czasem mam wrażenie, że nie masz rozumu.
— Malfoy!
Wzruszył ramionami.
— No co? Taka prawda.
Hermiona zignorowała jego uwagę i spojrzała na przyjaciela.
— To jak, będziesz jej pilnował? — zapytała ponownie.
Auror zastanowił się chwilę, kątem oka zerkając na Olivię, która wyglądała na zniecierpliwioną. Może zabranie jej na misję nie było złym pomysłem? Możliwe, że nic złego się nie wydarzy. Przeniósł wzrok na swoich współpracowników.
— Dobrze, spróbuję — powiedział.
Hermiona odetchnęła z ulgą i cała trójka odwróciła się w stronę Olivii. Stała koło drzwi, trzymając rękę na klamce. Gdy zorientowała się, że na nią patrzą podeszła bliżej nich, ale nie odezwała się ani słowem.
Panna Granger westchnęła i oświadczyła:
— Porozmawialiśmy chwilę o twoim pomyśle i stwierdziliśmy, że… zabierzemy cię ze sobą. — Dziewczyna pisnęła z radości i otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale kobieta przerwała jej gestem ręki. — Ale pod pewnymi warunkami. Masz trzymać się Harry’ego i nie oddalać się. W sytuacji zagrożenia od razu teleportuje się z tobą do Ministerstwa. Nie chcemy ryzykować, bo gdyby coś ci się stało, Kingsley by nam tego nie darował. Rozumiesz?
Panna Morgan skinęła głową z entuzjazmem.
— Jasne, będę was słuchać i nie zrobię nic głupiego. Przysięgam!
Aurorzy wymienili spojrzenia i ustawili się blisko siebie. Hermiona machnęła ręką na Olivię i wszyscy złapali rękę Dracona. Chwilę przed teleportacją mężczyzna nachylił się nad Hermioną i szepnął jej do ucha kilka słów:
— Mam przeczucie, że to się źle skończy, ale może chociaż my będziemy się dobrze bawić?
W odpowiedzi parsknęła śmiechem, co zwróciło uwagę Harry’ego. Jednak nie zdążył nic powiedzieć, bo Draco wyobraził sobie cel podróży i cała czwórka teleportowała się z trzaskiem.

— To, jaki jest plan? — zapytała Olivia, patrząc na rezydencję, przed którą wylądowali.
Ogromny budynek górował nad otaczającymi go polami. Zdecydowanie była to posiadłość Malfoyów, jednak nie tak wyniosła, jak ta, w której Hermiona i Harry spędzili jeden z najgorszych dni podczas ucieczki na siódmym roku. Posiadłość w Inverness zapierała dech w piersiach. Składała się z trzech części: szerokiej środkowej i dwóch wąskich po obu jej stronach. Przez duże okna do środka wpadało wiele światła. Budynek otaczał ogród, w którym dostrzegli mnóstwo drzew iglastych.
Draco uśmiechnął się lekko pod nosem.
— Prosty: wchodzimy do środka, walczymy z przeciwnikiem, jeżeli oczywiście tam będzie, szukamy dzieciaka i jeśli go znajdziemy, to jak gdyby nic teleportujemy się do Ministerstwa Magii.
— A jeśli go tu nie ma? — dopytywała.
Mężczyzna chciał jej odpowiedzieć, ale Hermiona go wyprzedziła.
— Teleportujemy się do Ministerstwa i szukamy innych możliwości.
Olivia przytaknęła, tak jakby zrozumiała sens jej słów, chociaż, prawdę mówiąc, bardziej ekscytowała się tym, co miało nastąpić. Dokładnie przyjrzała się posiadłości i aż korciło ją, żeby o coś zapytać arystokratę, ale wiedziała, że Hermiona i Harry potępią takie zachowanie. Mimo obaw przysunęła się do blondyna i spytała cicho:
— Draco, czy wszystkie rezydencje twojej rodziny tak wyglądają?
Przytaknął.
— No to ja naprawdę się nie dziwię, że czasem ci odbija! Przecież mieszkając w takim miejscu, można mieć niezłego hopla. Zdecydowanie wolę mój mały rodzinny dom. Wprawdzie jest trochę ciasno, ale… Auć, Harry opanuj się! Dlaczego mnie szarpiesz? Czy ja wyglądam na szmacianą lalkę?
Wybraniec nawet jej nie poszarpał, tylko lekko szturchnął w ramię.
— Oczywiście, że nie. A poza tym nic ci nie zrobiłem. Nie możesz tak ostentacyjnie wyrażać swoich poglądów.
Zmrużyła oczy.
— Że jak?
— To niegrzeczne, a ty jako siostrzenica ministra powinnaś wiedzieć takie rzeczy.
Wciągnęła głośno powietrze do ust, zakładając ręce pod boki.
— Mam ci przypomnieć, Harry Potterze, że to TY mamrotałeś coś o tym, że Draco czasem gwiazdorzy! No co, zapomniałeś?! Ja zapamiętałam twoje słowa i mogę je zacytować, jeśli chcesz. — Wybraniec szybko pokręcił głową, co skomentowała krótkim śmiechem. — Proszę, proszę, nasz Złoty Chłopiec boi się prawdy. Radzę ci mnie nie pouczać, bo wiesz, że zawsze mogę powiedzieć to i owo. A jak oboje wiemy, zdradziłeś mi wiele… cennych informacji, których bardzo niechętnie zgodziłam się nie ujawniać.
Harry zamrugał dwa razy.
— Czy ty mi grozisz?! — zawył.
Uśmiechnęła się kpiąco i popatrzyła na swoje paznokcie, zanim odpowiedziała.
— Skądże znowu, ja tylko ostrzegam.
Teraz to on odetchnął głęboko.
Ich wymianie zdań przyglądali się Draco i Hermiona. Stali blisko siebie i co chwila na siebie patrzyli. Zastanawiali się, jak to się dzieje, że ci dwoje ze sobą wytrzymują. Bardzo się różnili i tylko cud mógł sprawić, że się nie pozabijają. Hermionę śmieszył sam fakt, że Harry jest taki śmiały przy Olivii, Draco zaś zażarcie kibicował dziewczynie, żeby kiedyś utarła nosa Wybrańcowi.
Ukradkiem zerknął na rezydencję i po raz kolejny w jego umyśle pojawiła się myśl, że zabranie ze sobą siostrzenicy Ministra to niezbyt dobry pomysł. Szczerze mówiąc, obecność Pottera także nie była mu na rękę. W pierwszej chwili odkrytą informacją chciał się podzielić tylko z Granger. Wiedział, że kobieta dochowałaby tajemnicy i nie miałaby żadnych oporów przed tym, aby ukradkiem teleportować się z nim do Szkocji. Odkąd zaczął z nią współpracować, zauważył wielką zmianę w jej zachowaniu. Owszem nadal uważała, że wie wszystko najlepiej. Tym, co uległo największej zmianie, było jej zachowanie wobec niego — liczyła się z jego zdaniem i nie oceniała.  Całe życie musiał postępować zgodnie z oczekiwaniami ojca i przez to był narażony na ciągłe osądzanie przez innych. Granger wydawała się zapomnieć o przeszłości. Poza tym musiał przyznać, że jest bardzo dobrą czarownicą, a misje z jej udziałem zawsze napełniały go adrenaliną, napędzającą do efektywniejszego działania. A sprawa porwania Kena była bardzo ekscytująca.
Popatrzył na Hermionę, która uśmiechała się pod nosem, obserwując kłócących się Pottera i Morgan, którzy wyglądali tak, jakby dopiero się rozkręcali. Jednak nie zostało wiele czasu na sprzeczki, musieli działać i to natychmiast.
Westchnął głęboko, chcąc zwrócić na siebie uwagę Hermiony. Ta jednak zdawała się go nie zauważać, dlatego założył ręce na piersi i patrzył w tym samym kierunku, co ona. Potter właśnie prawił morały Morgan, ale ona najwyraźniej miała go gdzieś, bo zakryła sobie uszy rękami i udawała, że nie słyszy jego słów.
— Czy oni mają zamiar skończyć ten cyrk? — zapytał Draco, siląc się na opanowany ton, chociaż miał ochotę roześmiać się, widząc zrezygnowanego Złotego Chłopca.
Hermiona parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
— Wątpię. Mam wrażenie, że to dopiero początek. Oni potrafią godzinami ze sobą rozmawiać, ale nigdy nie byłam świadkiem ich kłótni, więc nie wiem, kiedy któreś z nich powie dość.
— Dlaczego uważam, że jej obecność tutaj to zły pomysł. Zresztą Potter także wydaje się zbędny, ale — przerwał na chwilę, widząc rozgniewane spojrzenie aurorki — zgodziłem się na to tylko dlatego, że tego chciałaś.
Prychnęła i poprawiła ubranie.
— Cóż, miło z twojej strony.
Harry i Olivia nadal się kłócili, dlatego Draco chrząknął znacząco, chcąc zwrócić na siebie ich uwagę. Oczywiście nic to nie dało. Hermiona jego próbę skomentowała cichym chichotem, co spotęgowało jego irytację całą tą sytuacją. Podszedł bliżej głównej bramy, myśląc, że to zwróci uwagę jego towarzyszy, jednak z marnym skutkiem, dlatego założył ręce na piersi, popatrzył na Wybrańca i Morgan i krzyknął:
— Ej, dzieciaki, koniec tych kłótni! Jesteśmy w pracy, a nie na wakacjach.
Oboje rzucili w jego kierunku pytające spojrzenia. Gdy zrozumieli sens jego słów, dziewczyna naburmuszyła się trochę.
— Tylko nie dzieciaki. Nie zapominaj, że jestem już pełnoletnia.
— Tak, tak, niech ci będzie. Ale teraz koniec zabawy, bierzemy się do roboty. Potter, pilnuj Morgan, żeby sobie czegoś nie zrobiła — polecił Draco, ignorując pełne dezaprobaty spojrzenie dziewczyny. Potem obrócił się w druga stronę i aż uniósł brew ze zdziwienia, kiedy zauważył Hermionę obok siebie. — O, Granger, dobrze, że jesteś. Przynajmniej ty zrozumiałaś moją aluzję. Najpierw trzeba sprawdzić, czy ktoś znajduje się na terenie posesji, ale wątpię, żeby tak było, bo… nie wyczuwam ich — ostatnie słowa wymówił niemal szeptem.
Kobieta od razu spojrzała na jego lewe ramię, a potem prosto w jego oczy. Wiedziała, co ma na myśli. Zwolennicy Lucjusza to przecież Śmierciożercy, a Draco posiadał Mroczny Znak. Wprawdzie wyblakły, ale jednak.
Jęknęła cicho i się wyprostowała.
— Cóż, przekonajmy się, czy jesteśmy tu sami. Harry, Olivia, uspokójcie się wreszcie, musimy zająć się czymś poważniejszym niż wasze dziecinne kłótnie o nic! Pamiętajcie, że macie trzymać się blisko siebie. Tak, Olivio, mówię do ciebie. Żadnych gwałtownych ruchów. A, zapomniałabym! Trzymaj różdżkę przy sobie.
Dziewczyna skinęła głową i przeszli przez główną bramę. Draco i Hermiona szli przodem, a Harry i Olivia tuż za nimi. Na początku nie zauważyli nic podejrzanego, ale gdy uszli kilka kroków, usłyszeli szmer z lewej strony. Olivia aż podskoczyła z szoku i wpadła na Harry’ego, który w ostatniej chwili uchronił ją przed upadkiem. Pisnęła, gdy zorientowała się, że leży w jego ramionach. On jedynie popatrzył na nią z troską. Uśmiechnęła się przepraszająco.
— Och, przepraszam Harry, nie zauważyłam cię — bąknęła, chociaż miała świadomość, że jej wypowiedź jest wręcz idiotyczna, ale starała się zachować twarz.
Mężczyzna zmrużył oczy, wyraźnie rozbawiony jej stwierdzeniem. Poczuła, że sprawnym ruchem ręki postawił ją do pionu, a gdy stanęła z nim twarzą w twarz, mruknął cicho:
— W porządku, nic się nie stało. Poza tym wystraszyłaś się drzew szeleszczących na wietrze. Ale nie martw się, jestem tutaj i nic złego ci nie grozi. Osobiście tego dopilnuję.
Olivia momentalnie się zaczerwieniła.
— Dziękuję i… przepraszam za to, co powiedziałam wcześniej. Wiem, że chcecie dla mnie jak najlepiej, ale po prostu czasem najpierw mówię, a potem dopiero dociera do mnie smutna prawda, że znowu zachowałam się jak idiotka. To… to jest silniejsze ode mnie i nie wiem, jak temu zaradzić.
Harry zrobił krok w jej stronę i wziął ją za rękę, a potem popatrzył prosto w brązowe oczy.
— Nie masz mnie za co przepraszać. Ja ostatnio jestem bardzo przewrażliwiony i wszystko, co dotyczy Malfoya mnie dobija, ale zostawmy to. Teraz najważniejszy jest Ken. Musimy go odnaleźć. Być może znajduje się w tej rezydencji, a jeśli nie… to będziemy szukać dalej. Na tym polega nasza praca. Osobiście uważam, że nie powinnaś być w to zamieszana, ale skoro chciałaś nam towarzyszyć, to chciałbym cię o coś poprosić.
— O co?
— Trzymaj się mnie i nie rób nic głupiego.
Skinęła głową.
— Jasne, nie będę sprawiała kłopotu.
Harry obejrzał się za siebie i zauważył, że Draco i Hermiona zbliżają się do głównego wejścia. Nic nie mówiąc, wskazał ich Olivii i razem podeszli bliżej pary aurorów, którzy aktualnie o coś się spierali. Hermiona złapała Dracona za ramię i coś mu tłumaczyła. Wybrańca bardzo to zaciekawiło, dlatego przyspieszył kroku. Chwilę później stał bardzo blisko i mógł dokładnie usłyszeć ich wymianę zdań.
— Skąd ta pewność, że tak po prostu otworzysz drzwi zaklęciem? — zapytała kobieta.
Arystokrata uniósł jedną brew.
— A dlaczego nie? Wiesz, Granger, ja chyba lepiej znam swoją rodzinę niż ty. Zapewne myślisz, że zawsze chcemy wszystko utrudniać, ale tak nie jest. Mój ojciec z natury jest leniwy i wątpię, że chciałby sobie utrudniać życie, nakładając jakieś szalone zaklęcia na zamek w drzwiach. Może chociaż raz zaufasz mojemu instynktowi?
Aurorka zacisnęła usta i puściła jego ramię.
— Dobra, ale jeśli stanie się to, czego się obawiam, wspomnisz moje słowa.
Draco przewrócił oczami i wskazał różdżką dziurkę od klucza.
Alohomora — mruknął pod nosem.
Usłyszeli trzask i wielkie wrota się otworzyły. Zerknął na swoją współpracownicę, która aktualnie mamrotała coś niezrozumiałego pod nosem.
— Widzisz, miałem rację.
Pchnął drzwi, które powoli przesunęły się w prawo, ukazując wnętrze rezydencji. W środku panował półmrok i nic nie wskazywało na to, że ktoś obecnie tu przebywa. Jednak Hermiona była dziwnie niespokojna. Miała wrażenie, że czyha na nich coś złego. Niestety nie zdążyła o tym powiadomić swoich współpracowników, którzy właśnie przeszli przez próg. Ona nadal stała na zewnątrz i niechętnie weszła za nimi. Wtedy stało się to, czego się obawiała.
Ze wszystkich stron zaczęły lecieć zaklęcia. Wyglądały jak sztuczne ognie, ale domyślali się, że nimi nie są. Wszyscy wyjęli różdżki i zaczęli odbijać nadlatujące klątwy. Hermiona spojrzała na Olivię, która skuliła się ze strachu, nie wiedząc, co robić.
— Olivio! — krzyknęła, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. Poskutkowało, co nie zdziwiło panny Granger. — Stań bliżej Harry’ego i rzucaj zaklęcie tarczy. Postaramy się ciebie ochronić. Spokojnie, nie bój się.
Dziewczyna lekko skinęła głową i zrobiła krok do przodu, co spowodowało, że została zasłonięta przez aurorów.
Tymczasem mężczyźni zaczęli ze sobą rozmawiać.
— Malfoy, nie wiedziałem, że twój ojciec lubi Magiczne Dowcipy Weasleyów.
Arystokrata spojrzał na niego, nic nie rozumiejąc.
— Zwariowałeś? On nienawidzi Weasleyów.
— To dlaczego jako obronę przed nieproszonymi gośćmi używa Narowistych Świstohuków?
Draco odbił kolejne zaklęcie. Potem jęknął pod nosem i powiedział:
— Pewnie dlatego, że są przydatne, ale to chyba udoskonalona wersja, bo te klątwy są o wiele silniejsze. Zapewne chciał… dodać coś od siebie.
Harry chciał coś powiedzieć, ale wtedy zaatakowało go kilka zaklęć jednocześnie. Sprawnie je odbijał, przesuwając się do przodu i przy okazji zapominając o ukrytej za jego plecami Olivii. Teraz została sama na pastwę losu. Rozejrzała się dookoła siebie, ale aurorzy byli w wirze walki, więc stanęła w bojowej pozycji i uniosła wysoko różdżkę.
— Okej, spokojnie. Mam używać zaklęcia tarczy, tylko… jak to szło? Chwila, zaraz sobie przypomnę — mamrotała pod nosem. Otworzyła szeroko oczy. — Wiem! Protego! — krzyknęła i skierowała różdżkę na lecące w jej kierunku zaklęcie, które odbiło się od tarczy przez nią wyczarowaną i odleciało w drugą stronę. Uśmiechnęła się pod nosem. — Ha! Udało mi się! Okej, teraz muszę się to samo zrobić z pozostałymi. Merlinie, jak mi się trzęsą ręce, a zaklęć jest coraz więcej! Ej, Harry, miałeś mnie ochraniać, a ty bawisz się w bohatera i odbijasz wszystko, co leci w stronę Hermiony! — krzyknęła, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi. Pokręciła głową z dezaprobatą. — Naprawdę, Harry Potterze, zawiodłam się na tobie. Zostawiasz mnie na pastwę losu samą pośród tysięcy zaklęć nadlatujących w moim kierunku. To takie… — Urwała, kiedy zaklęcie uderzyło w nią z dużą siłą. Różdżka wyleciała jej z ręki, a z ust wydobył się donośny krzyk: — AAAAAAAAAAAAA!
Jak w zwolnionym tempie opadła na kolana, a potem bezwładnie na ziemię. W tym samym momencie zaklęcia zniknęły, a aurorzy spojrzeli w kierunku dziewczyny kompletnie zaskoczeni. Harry szybko do niej podbiegł i spojrzał z troską na jej twarz. Była przytomna, ale nie wyglądała zbyt dobrze.
— Olivio, boli cię coś? — zapytał cicho.
Jej usta otworzyły się nieznacznie. Czuła, że powieki robią się ciężkie i tak bardzo zachciało jej się spać. Kątem oka zobaczyła Draco i Hermionę, pochylających się nad nią. Chciała ich uspokoić, ale słowa ugrzęzły jej w gardle, a plecy bolały jak diabli. Jęknęła z bólu, gdy Harry powoli podniósł ją do pozycji siedzącej. Wydawało jej się, że wszyscy coś do niej mówią, ale nic nie rozumiała z tej plątaniny słów. Zamglonymi oczami spojrzała na przerażonego zaistniałą sytuacją Wybrańca. Mogłaby go pocieszyć i powiedzieć, że nic jej nie będzie, ale nagle rozbolała ją głowa i wokół zapanowała ciemność.
Harry w ostatniej chwili uchronił Olivię przed upadkiem, po czym popatrzył na Draco i Hermionę. Żadne z nich nie wiedziało, jakie zaklęcie ugodziło dziewczynę, a co za tym idzie, nie znali skutków rzucenia tej klątwy. Hermiona domyślała się, że może być nieciekawie, dlatego zerknęła przenikliwym wzrokiem na Dracona.
— Malfoy, czy te zaklęcia mogą być…
— Śmiertelne? — przerwał jej w pół zdania. Skinęła głową. — Nie, Granger, to mało prawdopodobne. Ojciec jest świrem, ale lubi się dobrze bawić i zaklęcia uśmiercające zawsze zostawia na deser. — Dwójka otworzyła szeroko oczy, a Draco prychnął pod nosem. — Co? Myśleliście, że zabijałby wroga zaraz przy wejściu do rezydencji? Nie, on ma w sobie coś z psychopaty. Lubi się pastwić nad bezbronnymi. Tak czy siak, myślę, że te klątwy, z którymi walczyliśmy to silne uroki. Swoją drogą, zauważyliście, że tak po prostu zniknęły?
Harry i Hermiona rozejrzeli się dookoła. Po walce nie było nawet śladu.
— To dziwne… nawet bardzo dziwne — wyszeptała Hermiona. — Być może te zaklęcia miały w kogoś trafić.
— Tylko dlaczego w Olivię? — zapytał Wybraniec ze złością. — Przecież ona nie jest tą złą!
— W sumie to sama chciała z nami iść, a ty miałeś ją pilnować — oświadczył Draco, a widząc wściekłość w oczach byłego Gryfona, dodał: — Taka prawda, Potter, a dodatkowo zabranie jej tutaj nie miało najmniejszego sensu. Wiedziałem, że wywinie jakiś numer.
— Trafiło ją zaklęcie i jest nieprzytomna! Myślisz, że zrobiła to specjalnie? — Harry aż kipiał ze złości.
Draco wzruszył ramionami.
— A kto ją tam wie? Może zapomniała formuły i zaklęcie ją ugodziło?
Harry chciał mu się odgryźć, ale na szczęście ich wymianę zdań przerwała Hermiona.
— Przestańcie obaj. Nie ma czasu na wasze pozbawione sensu dyskusje. Trzeba jej jak najszybciej pomóc. Harry, myślę, że powinieneś teleportować się z Olivią do Świętego Munga. Tam udzielą jej fachowej pomocy.
— A co z wami? Zostajecie tu? — dopytywał mężczyzna.
Dwójka aurorów wymieniła spojrzenia, a potem Hermiona powiedziała:
— Tak, musimy się rozejrzeć. Wątpię, że Ken tutaj jest, ale być może coś znajdziemy. Nie martw się, nic nam nie będzie. Zbierajcie się, my do was dołączymy, jak tutaj skończymy. Draco, pomóż Harry’emu podnieść Olivię.
Arystokrata bez słowa podszedł do dziewczyny i obaj mężczyźni szybko ją podnieśli. Potem Harry przełożył jej ramię przez swoją szyję i powoli skierował się do wyjścia. Kiedy stanął w progu, odwrócił się i ostatni raz spojrzał na Hermionę.
— Na pewno chcesz tu zostać?
Uśmiechnęła się lekko.
— Tak, musimy sprawdzić tę rezydencję. Niedługo się zobaczymy.
Mężczyzna niechętnie skinął głową i wyszedł na zewnątrz. Kilka sekund później usłyszeli trzask aportacji. Hermiona westchnęła przeciągle i odwróciła się na pięcie. Uchwyciła zaciekawione spojrzenie Dracona. Uniosła jedną brew.
— Coś się stało?
— Nie spodziewałem się, że zostaniesz — mruknął.
Wzruszyła ramionami.
— Cóż, obiecałam, że ci pomogę i dotrzymuję obietnicy. Poza tym ktoś musi cię pilnować, żebyś nie wywinął jakiegoś numeru. To jak, od czego zaczynamy?
Chciał coś dodać, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Wyprostował się i powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Cały czas czuł na sobie wzrok kobiety.
— Wydaje mi się, że powinniśmy się rozdzielić. Tak będzie łatwiej cokolwiek znaleźć.
— Nie wiem, czy to dobry pomysł.
Zmrużył oczy.
— Czyżby Hermiona Granger się bała?
Przewróciła oczami.
— W twoich snach. Chodziło mi o to, że we dwójkę zawsze raźniej, a w razie zagrożenia jedno może obronić drugie. Wiesz, pracujemy razem i powinniśmy się wspierać — wyjaśniła, rumieniąc się lekko.
Szybko zrozumiał jej tok myślenia. Oczywiście, to miało sens. Zresztą jak zawsze.
— Masz rację. To rozsądniejsze wyjście. Dobrze zacznijmy poszukiwania. — Zrobił krok w tył. — Panie przodem.
Hermiona zaśmiała się krótko i powoli przeszła w stronę schodów, a on podążył za nią. Skrzypienie stopni odbijało się echem po całej rezydencji. Weszli na piętro i zaczęli przeszukiwać pokoje. Hermiona zauważyła, że wszystkie były urządzone w podobnym stylu. Przy ogromnym łóżku stały dwie szafki nocne, a po drugiej stronie ogromna szafa na ubrania. Okna ozdabiały ciężkie jedwabne zasłony. Jedynym elementem, który różnił od siebie pomieszczenia, był kolor narzuty na łóżku. Zauważyła zieloną, brązową i niebieską. Czyżby ktoś z rodu Malfoyów był Gryfonem lub Krukonem? — pomyślała, uśmiechając się pod nosem. Ewentualnie mógł bądź mogła, buntować się przed narzucanymi zasadami i dlatego te pokoje miały takie barwy.
Na górze budynku nie znaleźli nic ciekawego, dlatego zeszli na dół i zaczęli sprawdzać pozostałe pomieszczenia. Przeszukiwanie jadalni, pokoju gościnnego i gabinetu też nie przyniosło zamierzonych efektów. Zaczynali tracić nadzieję, że ich poszukiwania na coś się zdadzą.
Zrezygnowani przeszli do salonu i rozejrzeli się po pomieszczeniu. W centralnej części stały dwie sofy, a między nimi stolik do kawy. Na ścianach powieszono obrazy wybitnych magów. Hermiona westchnęła z rezygnacją i podeszła do jednej z kanap, a Draco przechadzał się przy ścianie i dokładnie oglądał obrazy. Kiedy stanęła blisko kominka, zauważyła smugę dymu wśród popiołu.
— Dziwne — mruknęła pod nosem, podchodząc bliżej.
Dym ulatniał się bardzo wolno, a od kominka biło przyjemne ciepło. Wyglądało na to, że niedawno ktoś tu był. Hermiona odwróciła się na pięcie, chcąc podzielić się tą informacją z Draconem i właśnie w tym momencie zauważyła niewielkie pudełko pod stolikiem. Otworzyła szeroko oczy i stanęła jak wryta.
Jak na zawołanie Draco spojrzał w jej kierunku i aż uniósł brew, widząc kobietę w tym stanie.
— Co jest, Granger? — zapytał.
Wskazała ręką na coś za sofą.
— Z-znalazłam coś.
— Co?
— Pudełko.
W ułamku sekundy znalazł się obok niej i podążył wzrokiem we wskazanym kierunku. Rzeczywiście koło nogi stołu znajdowała się niewielka paczka. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, sięgnął po nią i położył na szklanym blacie. Oboje dokładnie obejrzeli ją z zewnątrz, a potem zajrzeli do środka. Zauważyli dwie kartki — fotografię i kawałek pergaminu. Hermiona sięgnęła po zdjęcie i aż jęknęła z przerażenia. Mały, przerażony chłopiec siedział w kącie pomieszczenia i płakał, tuląc do piersi misia. Aurorzy domyślili się, że to Ken. Tylko gdzie znajduje się teraz? Czyżby Lucjusz przewidział ich plan poszukiwań?
W międzyczasie arystokrata wziął do ręki kawałek pergaminu zapisanego pochyłym pismem:

Jeżeli tu dotarliście, to znak, że mój syn odzyskał rozum i myśli jak Malfoy. Jednakże radziłbym nie tracić czasu na przeszukiwanie tej pięknej rezydencji, ponieważ jesteście… za późno. Szukajcie dalej. Tik tak. Czas ucieka.
L.M.

Draco zaklął siarczyście, co bardzo oburzyło Hermionę, ale nie odezwała się ani słowem, bo nie chciała go jeszcze bardziej zdenerwować. Sytuacja z minuty na minutę robiła się coraz poważniejsza. Nie mieli pojęcia, gdzie jest Ken, a najgorsze w tym wszystkim było to, że Lucjusz ciągle ich wyprzedzał.
Auror przejechał ręką po włosach i znowu zaklął. Hermiona rozmyślała nad tym, co powinni zrobić i szybko wpadł jej do głowy pomysł.
— Myślę, że powinniśmy to ze sobą zabrać — zaczęła, wskazując na zdjęcie i list. — Będziemy mieli dowód na to, że nasza misja… miała sens.
— Taa, jasne — bąknął zrezygnowany.
Chciała go podnieść na duchu, dlatego dodała:
— Przynajmniej wiemy, że idziemy dobrym tropem.
Draco powoli skinął głową i skierował się do głównego wyjścia. Hermiona zamknęła pudełko, zmniejszyła je zaklęciem i włożyła do kieszeni, po czym pobiegła za arystokratą. Gdy wyszli na zewnątrz, bez zastanowienia chwyciła go za ramię i teleportowali się prosto do Świętego Munga.

Tymczasem w jednej z sal w Świętym Mungu na wąskim łóżku leżała nieprzytomna Olivia, a na krześle obok niej siedział Harry. To, co się stało, nie powinno mieć miejsca i nie miałoby, gdyby mieli odrobinę silnej woli i nie pozwolili dziewczynie iść razem z nimi. Od początku było wiadomo, że nie poradzi sobie w sytuacji zagrożenia, ale prawda była taka, że to on nawalił. Miał jej pilnować, a wyszło… jak zwykle.
Pokręcił głową i oparł czoło o barierkę przy łóżku. Niedługo przybędzie tutaj Kingsley, bo uzdrowiciel, który zajmuje się Olivią, oczywiście musiał go powiadomić. Chociaż Harry błagał, aby tego nie robił. Ale ten nawet nie zamierzał go słuchać, tylko od razu wysłał sowę do Ministerstwa.
Zerknął na Olivię, która nie dawała znaków życia. Na szczęście urok, którym została trafiona, nie wyrządził wiele szkód w jej organizmie. Uzdrowiciela martwił fakt, że ciągle jest nieprzytomna. Podejrzewał, że doznała wstrząsu mózgu, co według Harry’ego brzmiało bardzo poważnie.
Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wstał z krzesła i podszedł do okna. Mimowolnie pomyślał o Hermionie i misji wymyślonej przez Malfoya. Z jednej strony wydawała się szalona, ale może to dobry trop? Bardziej martwiło go to, że jego przyjaciółka tak ufa swojemu współpracownikowi. Jedno wyprzedza myśli drugiego, a razem tworzą bardzo dobrą drużynę. Strach pomyśleć, co się stanie, jeśli ten pomysł okaże się strzałem w dziesiątkę. Wtedy Hermiona będzie spędzała z nim coraz więcej czasu, a Harry… pójdzie w odstawkę. Niezbyt podobał mu się taki obrót spraw, ale jego przyjaciółka była dorosła i wiedziała, co robi. Przynajmniej ona tak twierdziła.
Może rzeczywiście jestem przewrażliwiony?, pomyślał, drapiąc się po brodzie. Ten dzisiejszy wybuch jedynie zaostrzył konflikt między nim a Hermioną. Powinien jej zaufać, ale dlaczego miał wrażenie, że jej zażyłość z Draconem przyniesie więcej złego niż dobrego?
— Harry? — usłyszał znajomy głos.
Odwrócił się i zauważył swoją przyjaciółkę stojącą w progu sali. Bez słowa do niej podszedł i razem wyszli na korytarz, gdzie znajdował się Draco. Wybraniec starał się go zignorować i utkwił wzrok w kobiecie.
— Wyjdzie z tego. Uzdrowiciel mówi, że urok, który ją trafił, nie jest zbyt groźny, ale martwi go fakt, że nadal jest nieprzytomna. Twierdzi, że to przez wstrząs mózgu. Musimy czekać.
Hermiona odetchnęła z ulgą.
— To dobrze. Najważniejsze, że nie stało się nic złego. My też mamy dobre wiadomości.
— A co w nich dobrego? — wtrącił Draco.
Zignorowała go i kontynuowała:
— Ta misja okazała się trafionym pomysłem. Znaleźliśmy dwa dowody, które pozwolą nam na…
— Na co wam pozwolą, Hermiono? — spytał donośny męski głos.
Aurorzy spojrzeli w tamtym kierunku i aż jęknęli z szoku. Tuż za nimi stał Minister Magii i patrzył na nich srogim spojrzeniem. Kobieta przełknęła ślinę i uśmiechnęła się nieśmiało.
— Dzień dobry, panie ministrze — przywitała się, chociaż miała świadomość, że w ich sytuacji ta wypowiedź brzmi wręcz absurdalnie.
— Darujmy sobie te kurtuazje. Możecie mi wytłumaczyć, jak to się stało, że MOJA siostrzenica leży nieprzytomna w Mungu?! — wrzasnął mężczyzna.

 ___________

Witajcie :) Po długiej przerwie wreszcie publikuję kolejny rozdział historii. Mam nadzieję, że ktoś czekał? Oby tak było. Ten rozdział pisałam dość długo, ale jestem z niego zadowolona. Zmieniłam trochę koncepcję i postanowiłam wprowadzić więcej akcji. Podejrzewam, że Wam się to spodoba, bo po poprzednim rozdziale wątek z poszukiwaniami w MM zebrał najwięcej pochwał ;) Jestem także ciekawa, co myślicie o Harrym i Olivii. To taki trochę nowatorski pomysł, ale ten pairing jeszcze nie raz Was zaskoczy ;)
Rozdział zakończył się w ciekawym momencie. Wiem, nie powinno się tego robić, ale gdybym pociągnęła dalej ta część miałaby dwa razy tyle słów, a to ponad 10 tys i tak robi wrażenie :) Postaram się niedługo opublikować ciąg dalszy.
To tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

9 komentarzy:

  1. No jestem pod wrażeniem :) bardzo podoba mi sie ten rozdział. Dużo akcji tylko szkoda że w takim momencie urwalas :D ale pozostaje mi czekac na ciag dalszy :)
    Uwielbiam Draco i Hermione, a parring Harrego i Olivi bardzo mi się spodobał ;)
    Ozdrawiam i życzę weny:)
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję fajnie, że się podobało :) Dalszy ciąg będzie niedługo ;) Ja też lubię te pairingi :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Fajny rozdział. Szkoda, że tak długo kazałaś na niego czekać. Oby następny pojawił się szybciej.
    Pozdrawiam i życzę weny
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Cóż, miałam wiele na głowie, ale następny będzie niedługo
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Z Olivii jest naprawdę niezłe ziółko ;) Najpierw maksymalnie u mnie zaplusowała, kiedy okazało się, że to ona maczała swoje smukłe paluszki w pojawieniu się Draco na uczelni, i że niekoniecznie aprobuje jakieś bliższe spoufalenie Hermiony z profesorem muzyki. Brawo dla tej pani!!!

    Za moment, taż sama osóbka zachowuje się jak rozkapryszona panienka, którą w sumie jednak jest, i szantażuje trójkę aurorów, przeszkadzając im w pracy. Aż się w sumie dziwnie czyta, że troje dorosłych, wykwalifikowanych pracowników ministerstwa, ulega jednej, mało rezolutnej w tym momencie smarkuli. Wiem rzecz jasna, że młoda się po prostu przeraziła wcześniejszym spotkaniem, w końcu jej największym zmartwieniem był do tej pory raczej złamany paznokieć niż rzeczywiste niebezpieczeństwo, jednak jej postawa w tym momencie była wręcz żałosna. I na dodatek nie tylko sama oberwała, ale naraziła całą trójkę "ochroniarzy" na niezłe kłopoty...

    A Harry Potter okazuje się coraz większym durniem... Zachowuje się dokładnie jakby był Weasleyem, co w jego przypadku wygląda o wiele gorzej, ponieważ on zazwyczaj wykazywał nieco więcej inteligencji i czasami nawet opanowania. Można by pomyśleć wręcz momentami, że Potter jest zazdrosny... Tak czy inaczej, naprawdę nie rozumiem reakcji Pottera, szczególnie tej jego złości. Przecież tak naprawdę, Hermiona i Draco są współpracownikami na polecenie odgórne. A że się doskonale uzupełniają - nic dziwnego. W końcu to dwoje najbardziej inteligentnych absolwentów Hogwartu ;) Tak czy inaczej, nie wiem, czy Potter wykazuje się jakimś szóstym zmysłem w swoich obiekcjach, czy po prostu czas, żeby wreszcie wydoroślał i zajął się przede wszystkim swoimi zadaniami, a nie utrudnianiem życia przyjaciółce, to nie jego rola!

    Trzeba przyznać, że ciekawie podniosłaś poziom napięcia rozwojem akcji, a Lucjusz Malfoy zaczął działać coraz bardziej intensywnie. Byłoby miło, gdyby na kolejną część nie trzeba tak długo czekać. Życzę weny i pozdrawiam :)

    Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olivia po prostu stwierdziła, że David nie pasuje do Hermiony i postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce. Była przerażona napaścią i to właśnie dlatego zachowała się tak a nie inaczej. Jednak już niedługo zrozumie, że zachowała się niewłaściwie ;)
      Harry trochę się pogubił i tak naprawdę sam nie wie, co się z nim dzieje. Z jednej strony ufa Hermionie, a z drugiej nie może zrozumieć dlaczego ona tak chętnie współpracuje z Draconem. Ale za jakiś czas otrzeźwieje. Potrzebuje do tego odpowiedniego bodźca ;)
      Fajnie, że akcja Ci się podobała. Kolejny rozdział pojawi się niedługo.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz

      Usuń
  4. Bardzo podobał mi się ten rozdział :) Jestem pod ogromnym wrażeniem :) Zawarłaś w nim naprawdę wiele akcji! Coś mi się wydaje, że nasz profesor muzyki jest wplątany w jakąś grubszą sprawę. Może ten jego zawód to tylko przykrywka?
    No, musiałaś to przerywać w takim momencie? Cóż, czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń

♥ Dziękuję, że weszłaś/wszedłeś na mój blog
♥ Jeżeli przeczytałaś/przeczytałeś, zostaw po sobie ślad. Każdy komentarz jest dla mnie motywacją do dalszego pisania
♥ Nie spamuj, od tego jest zakładka "Spamownik"

Theme by Lydia